moja wintadżowa kolekcja, odsłona 1 - sztuczne futro z lat 40. / my vintage collection, pt 1 - fake 1940s fur

Kostiumy kostiumami, ale pomyślałam sobie ostatnio, że brakuje mi miejsca, gdzie mogłabym popisać się swoimi vintage ciuszkami - nie ma ich jakoś bardzo dużo, ale trochę się uzbierało, a ponieważ część z nich jest zbyt cenna, żebym popylała w nich na co dzień, przydałoby się je porządnie obfocić i zebrać w jednym miejscu.

Dlatego postanowiłam zacząć serię postów, w których będę takie zdobycze prezentować. Co wy na to?

Apart from costumes, there is another part of my life that lately is expanding more and more agressively - vintage fashion. I'm not saying I'm a full-on collector, too poor for that, + why buy a vintage dressing gown, when I can make one myself, right? Still, over the past few months/years I managed to get some vintage goodies, and what better way to show them off to the world then a series of blog posts presenting them.

Przez miniony rok, na równi z modą dziewiętnastowieczną, przeczesywałam książki i internety w poszukiwaniu inspiracji dotyczących tego, co noszono już w wieku dwudziestym (wierzcie mi, kilka lat temu nie uwierzyłabym, że zainteresowało mnie w historii ubioru cokolwiek po trzydziestym dziewiątym). A jednak – podobnie jak dawniej fascynowała mnie moda edwardiańska z początku dwudziestego wieku, a teraz gołębią pierś z chęcią zamieniłabym na bufiaste rękawy z końcówki wieku dziewiętnastego – tak samo randomowo i nieoczekiwanie zaczęła się moja przygoda z modą retro. Może nawet nie przygoda, tylko burzliwy romans z mnóstwem zwrotów akcji.

Over the past year, apart from nineteenth century, I did surprisingly a lot of research around vintage fashion. Funnily enough, a couple of years ago I was an active hater of 1940s - little did I know that in a close future I would be styling myself after the fashion plates I seemingly 'hated' (kind of a Darcy-Lizzie relationship, amirite?).

Niektórzy z Was mogą jeszcze pamiętać moje pierwsze retro podrygi – rok 2014, moja i Kostiumerii wyprawa na retro weekend w Rudach Śląskich. Mniej więcej w tym czasie narodziła się pewna tradycja. Otóż z jakichś powodów (podejrzewam, że wiązało się to z prowadzonym przeze mnie w wakacje pustelniczym trybem życia, który znacznie ograniczał szanse na spotkanie kogoś znajomego), po zakończeniu sesji na uczelni wskakiwałam w „retro” ciuchy, nosiłam je przez cały lipiec i sierpień, po czym zrzucałam we wrześniu.

Some of you may remember my first attempts at vintage style. Boy, how silly I was! It's funny how we always tend to think we know more than we actually do. Even now I'm aware of the fact that in a couple of years, I will look at a pictures of myself taken in 2017 and laugh my ass off. "So you thought THIS is 1940s? Good for you!". Anyways, what I'm wearing nowadays is still a huge improvement when I think of my "retro summer outfits" - yes, for some reason my vintage style beginnings go back to a couple of summers when I would style myself retro for the whole summer and then go back to "casual" as soon as the school year begun.

Taki stan rzeczy utrzymywał się przez trzy lata z rzędu (serio! Jeśli nie wierzycie, obczajcie mojego instagrama), w trakcie których powoli zaczynałam wplatać retro elementy do mojej codziennej garderoby. Trzech lat potrzebowałam też, żeby zdać sobie sprawę, że o wiele bardziej, niż ultra dramatyczne, new lookowe kreacje z lat 50., kręcą mnie geometryczne konstrukcje, które miały na sobie panie w latach 40. Tak czy siak, nadszedł wrzesień zeszłego roku, a ponieważ wyjeżdżałam na studia za granicę, stwierdziłam, że to świetna okazja na retro przemianę, skoro ludzie tam mnie jeszcze nie znają. Więc któregoś dnia (było to chyba kilka dni przed moim wyjazdem) przeszłam się po lumpach, nakupowałam plisowanych spódnic, golfów, płaszczy i wszystkiego innego, co wtedy wydawało mi się retro podstawą, i wyjechałam.

That went on for quite some time, and during that time I increasingly transformed my everyday style into something more retro (another thing that happened during that time is that I discovered I'm much more into minimalistic, color-blocked outfits of the 1940s then luscious new-look style gowns of the 1950s). Anyways, last September I was about to start my studies abroad, and that seemed like a perfect opportunity to "start all over" and actually start wearing vintage style clothes.

Przyznam się Wam szczerze, że gdyby podsumować, ile pieniędzy wydałam przez całe życie, prawdopodobnie przez zeszły rok wydałam jeszcze więcej. I nie chodzi już nawet o mieszkanie w Szkocji czy fakt, że bułka kosztuje tam tyle, co u nas dom jednorodzinny o sporym metrażu; ale po kilku tygodniach wydarzyło się coś z punktu widzenia mojego portfela bardzo niedobrego, a mianowicie – przestałam przeliczać funty na złotówki.

To be completely honest, during my year abroad I spent a lot of money. Not only because everything was five times expensive - but because, and that was a killer to my finances, I stopped trying to figure out how much the price was in my Polish currency. 

A teraz wyobraźcie sobie, że wszystkie te vintage ciuchy, które przez ostatnich kilka lat ciągle przewijały się gdzieś na pintereście czy Instagramie i które zawsze były poza zasięgiem finansowym, nagle okazują się kosztować tyle samo, co ciuszki w kiepskich sieciówkach. No nie podjarałoby Was to?

Because, imagine this: you've always been lusting after all those gorgeous original vintage clothes, but because you're Polish, everything is crazily expensive to you. And then suddenly, not only do you actually HAVE access to vintage clothes (in Poland, due to the WW2 and our culture according to which everything that's old is also a sign of poverty, the oldest thing you can find in a vintage shop is a 1980s bomber jacket), but also they cost about the same amount of money as some awful, poor quality chain store clothes.

Tak więc nie tylko regularnie pielgrzymkowałam do edynburskich vintage sklepów (ok, połowę z nich odkryłam dzień przed powrotem na stałe do Polski), ale uważnie przeczesywałam wszystkie charity shopy, tym uważniej, że już kilka razy znalazłam tam starocie, tylko nie w moim rozmiarze.

It should not come as a surprise that I spent most of my spare time carefully searching through vintage and charity shops. I mean, you never know, right?

Niektóre takie polowania były bardziej owocne, inne mniej. Najwięcej satysfakcji nie sprawiały wcale te najstarsze rzeczy (bo co z tego, że którymś charity znalazłam edwardiańską suknię ze szmaragdowej satyny, skoro ktoś się na niej poznał i kosztowała wcale nie mniej niż w sklepie z antykami), ale te, których wiek umknął uwadze wyceniającego, te potraktowane jak zwykłe szmatki.

Some of these searches were more successful, some of them were a complete fiasco. To be honest, the most satisfying finds were the ones where no one actually noticed it's an old piece of clothing - because it's not as fun to find an Edwardian gown in a beautiful bottle-green shade if it's priced by a competent person, right? No, the abandoned and overlooked, those were the clothes I was interested in.

Do takich właśnie należy moje ulubione znalezisko, z którego jestem mega dumna – sztuczne futro z wczesnych lat 40. XX wieku, które dodatkowo jeszcze świetnie na mnie leży.

Such as one of my favorite finds that I'm actually proud of - a fake fur, ca early 1940s, that actually fits me!

Pamiętam, jak przeglądałam akurat wieszaki w poszukiwaniu jakiegoś fajnego wiosennego płaszcza, kiedy moją uwagę zwróciła przyżółknięta metka (nie wiem, czy też tak macie, ale dla mnie metka jest najłatwiejszym do zidentyfikowania jako stary elementem ciucha). I jeśli z jakiegoś powodu metka mogłaby jeszcze wzbudzać jakieś wątpliwości (ale nie mogła, no spójrzcie tylko na nią), to rozwiały je potężne ramiona na Joan Crawford.

I remember it was mid-April and I was searching for nice, light spring coats. But one label caught my attention - and even if the label itself wasn't enough (it was though, just look at it), Joan Crawford-style massive padded shoulders were enough for me to identify the era.

 Porwałam futerko do przymierzalni, gdzie dokonałam kolejnego epickiego odkrycia – futerko raczej nigdy nie dotknęło skóry żadnego zwierza, chyba że poprzednia właścicielka miała w domu kota.

I quickly took the fur to try it on, where I made another amazing discovery - I'm no expert when it comes to furs, but just one touch was enough to tell it was fake!

No i wtedy nastąpił kryzys. Wszystko fajnie, ładnie, ale wypadałoby jeszcze w nim jako tako wyglądać. A niestety tego dnia miałam na sobie szerokie, niespecjalnie foremne dżinsy (retro, ale i tak), bluzę z logiem Hogwartu i włosy upięte w wyjątkowo nie twarzowy koczek. No powiedzmy to wprost, wyglądałam jak straszna łajza i nie życzę mojej mamie, żeby mnie kiedyś widziała w tym stanie. No więc na to wszystko założyłam futro, które nosiły w latach 40. największe brytyjskie fashionisty, i w komplecie na bank były obcasy i szałowy kapelusik. Możecie sobie wyobrazić, jaki był rezultat, a jeśli nie, to odsyłam to fotek mody ulicznej w Krasnosybirsku. Poza tym futro wydawało mi się mocno za duże – jasne, że ramiona były szerokie, ale aż tak? Równie dobrze mogłabym kupić zwykły płaszcz i wsadzić w poprzek kija, wyszłoby na to samo.

In a perfect world I would simply try it on, consider it flattering enough and go and buy it. Unfortunately, that day I was exactly the opposite of a stylish 1940s fashionista that most likely owned the coat - I was wearing loose high-waisted jeans, a Hogwarts sweatshirt and had my hair tied in a bun (if you're into wearing vintage, you probably know there are days like this, and they happen more often then your instagram followers would think). So not only did I NOT look like Joan Crawford, but I resembled an old Siberian guy with a drinking problem. Also, the padded shoulders seemed way to wide and I started wondering - is it just too big for me?

Wierzcie mi, w tej przymierzalni musiałam naprawdę bardzo mocno wysilić wyobraźnię, żeby zobaczyć siebie w ogarniętych włosach, z superowymi dodatkami. Poza tym, jak już wspominałam, był kwiecień albo maj, a ja byłam niezamożnym studentem zagranico, i dwadzieścia funtów za rzecz z charity shopa, w dodatku futro, którego nie założę co najmniej przez najbliższe sześć miesięcy, to w sumie trochę drogo.

Believe me, it was extremely hard and required a lot of imagination to decide it's a good idea to spend my last remaining money on a faux, ill-fitted fur in the middle of April.

Dlatego tym bardziej jestem z siebie dumna, że stanęłam na wysokości zadania i chociaż przez resztę miesiąca jadłam makaron, przemogłam się i kupiłam to futro, przekonując samą siebie, że nawet jeśli wyglądam w nim jak Karyna, to ma wartość kolekcjonerską.

That's probably why I'm so proud I actually did it. I mean, it was super risky, true, but after all I don't need to wear all the vintage clothes I buy, they're just valuable collection items, right?

Jakiś czas później odkryłam, że oczywiście wpływ na mój osąd sytuacji miał łajzowaty wygląd. Pro tip - kiedy idziecie na zakupy, ogarnijcie włosy i mejkap, bo czasem naprawdę wydaje się, że w czymś jest nam niedobrze tylko dlatego, że ryj wygląda jak wygląda.

A więc, panie i panowie, o to i ono.

Of course, some time passed and I realized the fur actually fits perfectly and looks stunning when paired with the right hairstyle and accessories (I couldn't stress enough how big of a difference that makes!).

So, here it is.





Kolejny łup z charity shopu, który dorwałam tuż przed wyjazdem, to ta skórzana torebeczka z lat 50./60. Niestety jej wnętrze niemożebnie śmierdzi, ale kto by ją tam wąchał. / This leather bag is probably 1950s/1960s and is another of my epic charity shop scores. Smells like hell, but why would I care if it looks good.

A kapelusik pochodzi z vintage sklepu z Glasgow i jest, na moje oko, o wiele późniejszy niż reszta stylizacji, bo z lat 60. - ale ponieważ przypomina trochę kapelusze typu "halo" popularne w latach 40., udaję, że jeste starszy / This cute hat from a Glasgow charity shop is probably 1960s, but it fakes a 1940s halo hat very well.




I Metka, Od Której Wszystko Się Zaczęło / The Label That Started It All


Tyle. Więcej? Mniej? Wrócić do kostiumów, czy pokazać Wam coś jeszcze? (bez podtekstów, rany)

That's it for today. Should I do more of these?

Komentarze

  1. Dawaj retro! Dawaj retro! :)))
    A serio, takie ramiona zawsze będą mi się kojarzyć z Rachel z Łowcy androidów. Faktycznie super w tym futerku wyglądasz, not that you need my approval... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super kolekcja - czekam na ciąg dalszy☺
    Jak widać, nie tylko sieciówki mają lepszy asortyment w IK ☺ Także lumpeksy - inna sprawa, że nie mieli 40 lat komunizmu 😉

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisz Pani to na co akurat masz ochotę. Ja chętnie poczytam o ciuchach z każdej epoki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, super! Mnie najbardziej interesują lata 30 i 40, więc chętnie poczytam więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. This coat really looks amazing ! Good find :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty