robe a l'anglaise z lat 1780. / 1780s robe a l'anglaise

Suknia z lat 1780. marzyła mi się już od dłuższego czasu. Dowodem na to może być fakt, że już jakieś dwa miesiące temu zamówiłam na eBayu perukę, z której chciałam zrobić dorodnego osiemnastowiecznego jeża. Peruka wisiała u mnie na manekinie, strasząc każdego znajomego, który w tym czasie odważył się odwiedzić moją pieczarę. 

W międzyczasie wydarzył się maj i czerwiec, czyli wydarzenie historyczne praktycznie co weekend. Jeśli nie szyłam jakiejś sukni, to robiłam kapelusz, jeśli nie robiłam kapelusza, prawdopodobne biegałam po mieście za materiałem na kolejny strój. Osiemnasty wiek został zepchnięty w te same rejony mojej pamięci, w których znajdują się wizyta u dentysty i regularne ćwiczenia fizyczne.

I've wanted to do this since, well, at least a couple of months. I even ordered a wig on eBay in April (May?). I was just in the right mood for 1780s. But May and June happened, and a number of historical events made it impossible for me to focus on anything that wasn't obligatory. Dresses, hats and accessories were being made, and 18th century became nothing but a long lost dream.

Po tym wszystkim nastąpił długi odwyk od szycia. Czasem potrzebuję przerwy, żeby zatęsknić za tworzeniem. O wiele lepiej czuję się, gdy taki projekt przychodzi spontanicznie i naturalnie, niż kiedy zbliża się deadline, a ja płaczę nad maszyn. Ten projekt przyszedł, ehm, bardzo spontanicznie.

Zbliżał się wyjazd na wieś, a ja przeszukiwałam stronę Leroy Merlin, próbując wypatrzyć coś, co sprawdziłoby się jako narzuta na leżankę z IKEI. Znalazłam obiecującą tkaninę w pasy, która, co stwierdziłam po chwili namysłu, idealnie nadałaby się na suknię osiemnastowieczną. W takich właśnie okolicznościach, dzień przed wyjazdem, w trzydziestostopniowym upale, jechałam do krakowskiej Bonarki po pasiasty materiał, który miał być narzutą, ale w sumie jednak nie. Skończyłam z musztardowo-złotą taftą. Życie.

Alas! After a short sewing hiatus I suddenly felt like doing it. The wig was hanging miserably from my sewing dummy, I was bored and about to go to the countryside. What does one do, when bored and in need of entertainment? Buy 6 yards of mustard/gold taffeta, of course, and packs the sewing machine int the car (even when this causes your parents' raised eyebrows).

Wieczorem, zamiast się pakować, przerabiałam długą perukę o lekko pokarbowanych kosmykach w osiemnastowieczne szaleństwo. Jak to się działo, postaram się opisać w osobnym poście, tyyyyymczasem wróćmy do sukni...

Na wsi spędziłam jakieś dwa bezproduktywne dni, po czym zabrałam się do roboty. Od razu zaznaczam, że cały strój powstawał w warunkach polowych. Jak nietrudno się domyślić, oprócz maszyny do szycia i metra krawieckiego, które zabrałam ze sobą z domu, nie miałam dostępu do specjalistycznego sprzętu; zabrakło więc manekina, białej nici, kredy do materiału, kalki, drukarki, żelazka i deski do prasowania, prujki, normalnego lustra. 

Obviously, it's not very easy to sew in a place that isn't your room. There are no dummies, no iron, no pattern print-outs, no mirror. But what sounded like a seamstress' nightmare turned out to be a pleasant - and FAST - experience. 

Ale poszło dość szybko. Po ogarnięciu peruki odrysowałam od monitora komputera wykrój stanika, wykroiłam go i zszyłam. Doszyłam też rękawy i uszyłam spódnicę spodnią. Następnego dnia wstałam rano, przeskalowałam wykrój spódnicy prosto na materiał (nie pytajcie, to było skomplikowane), upięlam spódnicę w pliski i doszyłam do stanika. Następnie ręcznie wykończyłam wszystkie miejsca, gdzie ciężko było dostać się maszyną, i zabrałam się za ozdoby. Łącznie suknia powstawała jakieś 11 godzin i jak na to, jak bardzo było to wszystko prowizoryczne, jestem z niej całkiem zadowolona. Wszystko szło jak po maśle, w niczym się nie pomyliłam i nie musiałam niczego pruć (to może być kwestia tego, że to już trzecia moja angielka, a spódnicę spodnią w tym stylu robiłam już po raz czwarty). Plisy są równe, stanik się nie marszczy, spódnicy nie musiałam skracać. Czego więcej pragnąć? Może żelazka, którego brak objawia się w malowniczym zagięciu materiału w połowie spódnicy.

I started out in the evening by hand-copying the bodice pattern from my computer screen. Then I cut the pieces and sew the whole thing, sleeves included. The next day I woke up early and copied the skirt pattern right onto fabric - which was pretty risky, but luckily I didn't mess it up. Then I pleated the skirt and sewn it together with the bodice, adding some decoration. Aaand that was pretty much it. The whole thing was done in about 11 hours. I was surprised at how easily that went. Maybe that was the Sewing Goddess' reward for my getting back to sewing. The only thing I was upset about was that I was unable to iron the dress.




























Pod koniec zdjęć zdałam sobie sprawę, że na każdej focie mam fichu. Macie więc bonusowo kilka zdjęć, na których chustki osłaniającej dekolt nie ma - niestety był to również moment, w którym moja peruka z kształtu a la Georgiana Cavendish przeistaczała się powoli w rekwizyt każdego afroamerykańskiego piosenkarza pop z lat siedemdziesiątych. 

I realized at some point that I'm wearing a fichu on every single picture, so here's a couple more without it. Unfortunately, thanks to lying on the grass and destroying the hair, my wig was beginning to look suspiciously 1970s.







Komentarze

  1. Ta chusta w dekolcie wygląda ZACHWYCAJĄCO. Wgle, może napisałabyś post o tym, jak Patronite wpłynął na Twoje szycie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie, myślę, że to dobry pomysł :)

      Usuń
  2. Ogromnie mi się podoba ta stylizacja, razem z całą kolorystyką, peruką i makijażem wygląda naprawdę bardzo autentycznie! Świetnie by to wyglądało z dodatkowo mega-dużymi piórami przy kapeluszu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się marzą, ale na nie już niestety nie starczyło hajsów :(

      Usuń
    2. I tak jest pięknie :) Ale życzę góry pieniędzy, bo jestem pewna, że dobrze je spożytkujesz!

      Usuń
  3. Szycie hardkor - coś, co lubię xD Wyszła mega, nigdy nie powiedziałabym, że powstawała w zaledwie 11 godzin! :O
    No i czekam na post o transformacji w jeża. Ciekawe, jak to zrobiłaś, bo wyszedł super! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Beautiful! Everything about it!

    Caroline

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak z obrazu! Wspaniale! A jaka fryzura!

    OdpowiedzUsuń
  6. zjawiskowo, fantastycznie XVIII wiek - idealnie

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bajkowa sesja! Nie poznałam cię w tych włosach, trochę jak z Ameryki w latach 70 :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Suknia fantastyczna :( Aż trudno uwierzyć, że szyta w warunkach praktycznie polowych :) A sesja zdjęciowa piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czy suknia w tym stylu jest odpowiednia na pierwszą własnoręcznie uszytą?

    OdpowiedzUsuń
  11. OH....MYGOSH!!!! Is there era in which you do not look perfect? I don't think there is! I LOVE LOVE LOVE how this dress looks on you! The colors you have chosen are so utterly and completely FABULOUS!!!!! Your hair...epic!! The hat is quite splendid as well. I wish I could have been with you on this photo shoot...it looks like you had quite a bit of fun!!
    Blessings!
    g

    OdpowiedzUsuń
  12. To jest coś absolutnie przewspaniałego, chylę czoła! Zawsze wyglądasz zjawiskowo ale tym razem przeszłaś samą siebie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ekstra! :D Będę wpadał częściej

    OdpowiedzUsuń
  14. Przednie afro. :D
    A tak serio, to sukienka mega. <3

    Właśnie mnie ostatnio woła moja maszyna, nieużywana od zimy... Może się wreszcie poddam jej głosowi :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty