poniedziałek, 4 marca 2013

ubieramy się po wiktoriańsku! krok po kroku

Właściwie nie pokazałam wam jeszcze, co wchodzi w skład mojej sukni. Chyba najwyższa pora to zrobić ;)

Dzisiaj przedrzemy się przez kolejne warstwy garderoby Jane Eyre - czyli tej bardzowczesnowiktoriańskiej (albo nawet nieco przed-wiktoriańskiej; ja jednak wzorowałam się na filmie, w którym inspirowano się głównie początkiem lat 1840 - królowa Wiktoria zasiadła na tronie w 1837.)

Musimy pamiętać, że Jane była przedstawicielką raczej tej niższej klasy, arystokracja ubierała się nieco inaczej, choć i tak różnica nie była aż tak drastyczna, jak np. w rokoko. 

Na początek trochę o nieprawidłowościach, na jakie sobie pozwoliłam. Przede wszystkim gorset, coś pomiędzy long stays a short stays (może half stays? haha). W końcówce lat 30-tych i początku 40-tych XIX wieku stays zaczynały zanikać na rzecz sztywniejszych gorsetów bez ramiączek. Nie mówiąc już o tym, że moje stays są nieprawidłowe nawet jak na okres, z którego rzekomo się wywodzą - długość, ilość klinów w biuście (jeden to zdecydowanie za mało), sztywność, a raczej jej brak.

Moja halko-koszula jest również dość naciągana, powinna posiadać przynajmniej krótkie rękawki. 

Co do bum pad, czyli poduszki zwiększającej objętość sukni tuż pod talią i na pośladkach, to wyszedł mi bardziej bum roll - czyli część ubioru używana raczej w późnym rokoko.

Halka również daleka jest od ideału. Pomijając już sam fakt, że oryginalna była często usztywniana... końskim włosiem, to przed wynalezieniem krynoliny było ich pod suknią całe mnóstwo. Pozwoliłam sobie obejść tę komplikację jedną, sztywną halką obszytą u dołu tiulem - sprawdza się całkiem nieźle. 

No to czas na ubieranie! Na początek obejrzymy wszystkie wymienione wyżej części ubioru:


Halka, czy też koszula na sam spód. Właściwie była szyta na użytek mojej regencyjnej sukienki,
ale niewiele różni się od halki wiktoriańskiej. W przyszłości może doczeka się rękawów i
zdobień w postaci falbanek i haftu.


Nieszczęsne stays, wymiętolone nieprawdopodobnie. Do poprawki.

Jeżeli zadawaliście sobie pytanie, co u licha przydarzyło się tej nieszczęsnej tapecie,
macie odpowiedź - Filemon ją po prostu uwielbia. Nie mniejszą miłością zapałał
zresztą do niewinnej poduszki...




Dobrze, skoro już mamy wszystkie potrzebne elementy, czas na ubieranie!

Na początek halka-koszula i gorset.
(nie zwracajcie uwagi na zaciśnięte piąstki, bezradne nóżki, ani na dziwny kabel-rurę za nimi)
Czas na poduszeczkę. Najlepiej umieścić ją pod halkami, żeby jej kształt nie przebijał przez suknię.

Następnie halka wierzchnia - jak widzicie jest na tyle sztywna, że od razu dodaje
objętości, zwłaszcza z poduszeczką pod spodem.
Dodajemy fałszywe rękawki. Prawdziwe były nieco dłuższe i bardziej
skomplikowanie przypinane do sukni. (wiem, gorset zawiązany z przodu, wybaczcie faux pas)

Suknia na wierzch... I gotowe!

Na sam koniec zdjęcie, które nie wiedzieć czemu bardzo mi się podoba ;)

I już! :) Jeszcze na koniec co do samej czynności ubierania się, która trwa dość długo - problemem nie jest nawet czas zakładania ubrań, ale fakt, że żadnego nie da się pominąć. Przymierzając suknię jeszcze w trakcie szycia odczułam to dość dotkliwie - żeby sprawdzić pospiesznie, jak wygląda całość, po czym wrócić do szycia, musiałam założyć gorset, bo inaczej suknia nie dopięłaby się w talii; a jeśli gorset, to koniecznie koszula pod spód, żeby zapobiec otarciom. Aby sprawdzić, jak pod suknią prezentuje się bum pad, konieczne było założenie również halki, itd, itd. Więc wydaje mi się, że problem był tu raczej z ilością, niż ze stopniem skomplikowania poszczególnych elementów garderoby :)

Do zobaczenia!


26 komentarzy:

  1. Dosyć osobliwa menażeria, z kotem włącznie :) Myślę ,czy nei zrobić podobnego "walktrough" ;) Swoją drogą, brak rękawków w koszulce to akurat błogosławieństwo, nie przekleństwo, coś o tym wiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób, pewnie! Co do rękawków, tak właśnie myślałam, więc pozwoliłam sobie po raz kolejny na mniej wyrafinowaną wersję :D Naprawdę, muszę ogarnąć na wiosnę moje zimowe lenistwo...

      Usuń
    2. Nie martw się, akurat ułatwieniami ten świat stoi ;) A więc muszę dorwać fotografa i zrobić taki walktrough ... swoją drogą, ciekawa jestem jak się bedzie moje nieszczęsne brzydkie transitional stays układać ;) Mam tak dopasowaną halkę ,że nie muszę już pod nią mieć usztywniaczy ;)
      No i pokaż suknie! wszystkie! co masz! ;p

      Usuń
    3. Cóż, na naszym przykładzie widać że stays nie zawsze wychodzą za pierwszym razem... Co do innych sukni to mam tylko regencyjną balową, która ma O WIELE za nisko talię, przez co wygląda jak karykaturalny miks lat 1810 z 1830. W dodatku jest żółtozłota, za krótka i zapinana - O ZGROZO - na zamek błyskawiczny. Planuję kilka poprawek, m. in. podniesienie talii, podszycie dołu jakąś falbanką (bo inaczej po podniesionej talii będzie mi sięgać jakoś nad kostki...) i może półprzezroczysty materiał na wierzch. Dopadło mnie po twojej ulubionej (chyba, z tego co widziałam u ciebie na blogu ;)) wersji Dumy i uprzedzenia, kiedy zobaczyłam te wszystkie piękne i zdobione suknie, a potem spojrzałam na moją... ble.

      Usuń
    4. Tak właściwie to jest to ulubiony film mojej ... mamy, chcąc nie chcąc przejełam miłość ;) Moja pierwsza suknia regencyjna była nowoczesnym modelem z Burdy - niestety nie mam tu zadnego pomocnego zdjęcia ani mojej, ani tej z gazety ,... jak znajdę - dodam ;)

      Usuń
    5. Haha, ja również Burdą się wspomagałam... Ciekawe czy to był ten sam model :) Ja miałam na początku używać wykroju takiej sukienki ślubnej, ale zrezygnowałam i zmodyfikowałam bluzkę z bufiastymi rękawami. Dół ogarnął tata :D Ale następnym razem chyba jednak wykosztuję się na prawdziwy wykrój. Kuszą mnie te e-patterns, zastanawia mnie, jak je się właściwie drukuje...?

      Usuń
    6. Przychodzi w pdf-ach, drukujesz i sklejasz ;) Ale, nie lepiej kupić(zrobić) manekin i na nim modelować?;p sama tak robię ;p A z burdy sukienka to była taka pudroworóżowa, z bodajże stycznia 2008 roku, z koronką, zatytułowana Józefina. Bodajże ;)

      Usuń
    7. Aa, no to nie. Moja była trochę starsza i udziwniona :P Hm, no na manekina mam chrapkę od jakiegoś czasu, ale niestety żywcem nie miałabym gdzie go umieścić :( widziałam ostatnio cudownego w antykwariacie... No nic, muszę czekać, aż wyrzucimy jakiś mebel. Tymczasem jak trafię na jakiś tani wykrój, to chyba wezmę na próbę ;)

      Usuń
    8. Hmm, możesz przerobić taki z burdy czy pramo ;p poprzesuwać szwy gdzie trzeba itd ;) Ja jestem wielką entuzjastką samodzielnego tworzenia wykrojów ;) BO SIĘ DA ;p

      Usuń
    9. Ja tez nie mam nic przeciwko, ale i tak fajnie byłoby spróbować z takim z prawdziwego zdarzenia :) Choć nie ukrywam, samodzielne przerabianie wykrojów to niezła frajda, np. góra sukienki Jane powstała na bazie luźnej zapinanej na guziki koszuli :D

      Usuń
    10. Dokąłdnie! A niestety ,te wykroje gotowe, z S&S, czy innych sklepów, nigdy nie będą idealnie dopasowane, bo są tworzone na nieistniejącą osobę o przeciętnych wymiarach, wzroście i proporcjach :)

      Usuń
    11. Hm, no na pewno S&S czy Simplicity nie mają jakiegoś oszałamiającego wyboru wzorów, wiec i tak trzeba by wymyślić cos od siebie, żeby nie powiało nudą. Zobaczę - jak nadarzy się okazja, może zaryzykuję ;)

      Usuń
    12. zapytaj mamy, babi, cioci, czy nie ma gdzies prlowskiego materialu zachomikowanego, kaz min. 3 m ;)

      Usuń
  2. Podziwiam; szczególnie za cierpliwość przy przymiarkach.
    Z tego co piszesz, potrzeba na to sporo czasu i zacięcia :)
    Ostatnie zdjęcie - piękne.
    To ułożenie dłoni jest tak niewinne, że dodaje dużo uroku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, dziękuję ci bardzo :) Zapewniam cię, że nie zajmuje to aż tyle czasu, na ile wygląda, a całość kompletuję już od dobrych kilku miesięcy. Każdą oprócz sukni i gorsetu część garderoby skończyłam w jakieś 2-3 godzin, jedyną wadą takiej zabawy jest ogromny rozgardiasz, po całym domu walają się ścinki i nitki :/

      Usuń
  3. Jaki piękny strój...no i twoje zdolnosci....aż dech zapiera.... :0

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz widzę tak niecodziennego bloga modowego. Nie dosyć, że posługujesz się rozległą wiedzą, to jeszcze szyjesz tak oryginalne suknie! Jestem pełna podziwu, jeżeli chodzi o zamiłowanie do takiego stylu, jakim się inspirujesz. Ciekawi mnie tylko, na jakie okazje wybierasz swoje stroje? :)

    Oczywiście zaczynam obserwować, obok takiej pasji nie można przejść obojętnie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ciepłe słowa, naprawdę motywują do ogarnięcia się i dalszej pracy ;) Co do okazji, to jak rozumiem, chodzi ci o to, gdzie je wszystkie noszę? Jeśli o to chodzi to właściwie zaczęłam od niedawna i nie wiem jeszcze, co zrobię z wszystkimi tymi rzeczami... Część zostanie użyta do jakiś sesji zdjęciowych, część (może) do amatorskich filmów... Planuję też czasem przejść się w nich wśród ludzi dla frajdy :D

      Usuń
  5. Dodaję blog do obserwowanych i zapraszam na mojego :)

    www.dede-moda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. fajne rekawki skad je masz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odcięłam ze zwykłej bluzki, wszyłam gumkę i zafarbowałam herbatą ;)

      Usuń
  7. A jak sprawa się ma z pantalonami i pończochami w tym okresie?

    OdpowiedzUsuń