piątek, 27 grudnia 2013

kostiumowe plany / my costume plans



Na blogach kostiumowych pojawiają się jedno za drugim "roczne podsumowania". Ponieważ takie podsumowanie miałam w planach na pierwsze urodziny bloga, zdradzę wam moje plany na najbliższy okres.

Niestety, ponieważ moja kostiumowa przygoda nie trwa nawet roku, za każdym razem, kiedy wymyślam sobie nowy strój, okazuje się, że muszę dorobić do niego cały arsenał bieliźniany, jak chociażby gorset, koszula, halka. Z gorsetem jest zawsze najgorzej, mieliście zresztą okazję oglądać moje małe koszmarki. Ale cóż, może skończę narzekać i przejdę do rzeczy.

Projekty ułożyłam mniej więcej chronologicznie według planowanej daty powstania.

1. Tiurniura lobster tail
2. Gorset z lat 1880
3. Suknia z ok. 1886 roku z odpinanym trenem i zmienianą na wieczorową górą (tak, dwa w jednym!)
4. Peleryna zimowa z lat 1840
5. Panier pocket hoops (bez powodu, po prostu mam ochotę)
6. Wyprawka do Książa (ok. 1825): suknia dzienna, wieczorowa, koszula nocna, płaszczyk pelisse
7. Suknia balowa z lat 1860 (ta, jeśli znajdę odpowiedni materiał)
8. Strój kąpielowy z lat 1890/1900

To tylko luźne pomysły i poza tiurniurą i sukniami do Książa, żaden punkt nie jest realizowany na jakieś konkretne wydarzenie. Jestem pewna, że w przyszłym roku będzie miało miejsce mnóstwo niespodziewanych kostiumowych wydarzeń, na które będę potrzebowała czegoś nowego - lepiej zostawić w grafiku wolne miejsce również na te projekty.


I noticed a lot of bloggers are summing up what their costuming lifes have been like in 2013. I actually planned to do that a bit later, due to the blog's 1st anniversary, so I'd prefer to share some upcoming projects and ideas with you.

The worst thing about my lack of experience is that whenever I want to do a new outfit, it usually turns out I haven't done this era before and I'm in urgent need of tons of undergarments. It gets especially hard when it comes to corsetmaking. I truly suck at it. Anyway, let's stop complaining and move on to the fun part, shall we?


The projects are set chronologically from the nearest to come.


1. Lobster tail bustle

2. 1880's corset
3. ca. 1886 bustle day dress with detachable train and evening bodice (yup, 2 in 1!)
4. 1840's winter cape
5. Pocket hoops (for no particular reason. I'm not planning a robe a la francaise any time soon, it just seems fun.)
6. ca. 1825 lady's ensemble - day dress, ball gown, night gown, pelisse for our own Regency House Party event September 2014.
7. 1860's ball gown (this one, if I find a suitable fabric)
8. 1890/1900's bathing suit

These are just some loose ideas and nothing terrible will happen if any of these will be finished next year. Apart from the bustle dress and the RHP project, there's no need to get those done for particular events. I'm pretty sure there would be lots of unforeseen occasions where new outfits will be needed, so I guess it's better to leave some space for those.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

krótko i świątecznie / God rest ye!

Nie zdążyłam zrobić tego wcześniej, a chyba wypadałoby złożyć wam - chociaż najbardziej szczątkowe - życzenia.

Życzę wam dalszego zainteresowania historią ubioru, pięknych kostiumów, więcej spotkań kostiumowych, na których was wszystkich poznam, odwagi do rozpoczęcia swojej zabawy z szyciem, nowych blogów i innych miłych historycznych doznań.

A ponieważ w życzeniach zawsze byłam kiepska, niech to powyższe grafomaństwo załagodzi moja ulubiona zagraniczna kolęda (?) w wykonaniu Annie Lennox. Już w samej piosence podoba mi się jej dziewiętnastowieczny klimat (właściwie, powstała na przełomie wieków, a 1835 roku została spisana), zaś piosenkarka jeszcze go uwydatniła. Aż chciałoby się przenieść do jakiejś śnieżnej, angielskiej wsi z minionych wieków.

No i te bębny! Wspominałam już, że mam na ich punkcie słabość?

Wesołych Świąt!


I guess it's high time to wish you guys Merry Christmas! Thank you for reading this little blog from time to time. Hopefully next year there would be more of you. I promise I'll be trying harder with translating the posts that haven't been translated yet! 

In the end, let me present to you this mysterious version of my favorite foreign Christmas carol - 'God rest ye merry gentlemen'! I love the 19th century-ish feel it has. I'm actually in love in most of British/American carols and Christmas songs. Few years ago we bought a CD set and I simply can't imagine Christmas without listening to all of them. I love Polish carols as well, but they're more serious and more suitable for a Christmas dinner rather than driving from shop to shop or decorating a Christmas tree. 



niedziela, 15 grudnia 2013

robe a l'anglaise 1787-90

UUUUFFFF! Skończyłam! Skończyłam moją osiemnastowieczną suknię. Żeby uprzedzić wasze entuzjastyczne pochwały co do tempa szycia: tę suknię zaczęłam już chyba na początku października. Nadal nie mogę wam zdradzić, co było bodźcem do tego, że w ogóle się za nią zabrałam - i raczej nieprędko się o tym dowiecie. Tak czy owak, obudziłam się dziś rano, sprawdziłam kilka kostiumowych blogów, powzdychałam do pięknych sukni i stwierdziłam "to jest ten dzień, kiedy dokończę robe a l'anglaise". Od paru dni i tak jestem zmuszona siedzieć w domu, więc postanowiłam to wykorzystać.

Trochę o samej sukni. Dzięki Gabrielle powoli zaczynam ogarniać historię osiemnastowiecznej mody. Również dzięki niej odkryłam suknię nazywaną współcześnie "zone-front gown". Muszę przyznać, że bardzo przypadła mi do gustu - podoba mi się to przełamanie sztywnego przodu. Dlatego też, kiedy z sekretnych przyczyn opracowywałam projekt mojej sukni, zdecydowałam się właśnie na ten "model".

Ponieważ jest to suknia angielska, tył stanika jest obcisły i skonstruowany z kilku paneli. Jest również "otwarta" z przodu, czyli widać spódnicę spodnią/halkę - uszytą z tego samego materiału, co granatowa część stanika. Stanik zapinam z przodu szpilkami (tak też to robiono!). Myślałam o haftkach, ale materiał jest zbyt rozciągliwy i przez to między haftkami robią się brzydkie szpary.

Smutny fakt: nie starczyło mi materiału i granatowa spódnica ma wszyty z tyłu biały klin, więc podwinięcie wierzchniej warstwy do polonezki odpada. Jakoś to przeżyję, bo nie jestem specjalną fanką a la polonaise.

Smutny fakt 2: suknia najgorzej wygląda od przodu. Nie chodzi nawet o samą konstrukcję - po prostu materiał wierzchni jest chyba za ciężki i przez to spódnica zdaje się być "oklapła". Niemały udział w tej porażce ma również moja poduszka, która jest za wąska po bokach. Mam nadzieję, że po małych poprawkach będzie lepiej.

Smutny fakt 3: plisy z tyłu spódnicy. Naprawdę, bardzo chciałabym je poprawić, ale na to po prostu brakło mi siły. Materiał jest tak gruby, że po kilkakrotnym złożeniu życie oddały na nim trzy igły; nie mówiąc już o moich biednych palcach, które desperacko usiłowały wsunąć olbrzyma pod stopkę.

Smutny fakt 4: moje włosy. Muszę zdecydowanie poćwiczyć nad szopą a la Georgiana Cavendish.

Zdjęcia autorstwa Daisy.


Yup! So I finished my very first 18th century dress. It's zone-front robe a l'anglaise. 

There are several things about it that worry me. First of all, the fabric is very thick and I almost broke my sewing machine (and my fingers) attaching the skirt to the bodice. You can see how intensive the fight was if you look at the crooked pleats (that I'm about to fix by the way, well at least try to). The second issue is that it's also very heavy and the petticoat kind of collapses under it, making the dress look floppy. But I'm sure after stiffening the petticoat a bit and after fixing the bum pad, which is now too narrow at the sides, it will get better.

Also, I need to work on my hedgehog hairstyle, because right now it looks really sad. A sad hedgehog, probably.

The photos are Daisy's work.



Nie wykończyłam jeszcze rękawów... Ups! :) / The sleeves are still unfinished



Butki! / My 18th-century-like shoes


Kameę kupiłam w sklepie Margot von G / I got my cameo at Margot von G online store.

Daisy koniecznie chciała pobawić się w robienie okładki. / A book cover shot.

Tak, też uważam, że mogłaby być dłuższa. / Yep, it might be longer.

czwartek, 5 grudnia 2013

dlaczego to nie wygląda dobrze? / 7 reasons why it just doesn't look right

Ostatnio komentowałyśmy z Fobmroweczką pewne naprawdę okropne kostiumy. Czy pochodziły z wypożyczalni kostiumów, czy z allegro - nie mam pojęcia i nie wnikam, ale nie ukrywam, zastanowiło mnie to. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego oglądając zdjęcia z kostiumowych imprez i spotkań widać tak wielką różnicę poziomu przebieranek w Polsce i za granicą?

Nie przepadam za bezczynnym narzekaniem na własny kraj (co od lat jest w modzie), dlatego zamiast załamywać się, jak to u nas jest strasznie i gorzej niż gdzie indziej, a w ogóle to beznadzieja, nie mamy gustu i nie nadajemy się do tego, postanowiłam coś z tym zrobić.

O, tak! Oto niosę kaganiec oświaty, czy tam coś, i spróbuję podzielić się paroma wskazówkami/spostrzeżeniami, które mogą pomóc kostiumowym laikom. Uwaga - wskazówki mocno subiektywne, po prostu powiem o tym, co mi osobiście najbardziej rzuca się w oczy. Okraszę całość wspaniałymi ilustracjami, które będą potem dołączać do mojej biografii (no dobra, po prostu odwołali mi dzisiejsze zajęcia i tak czy siak nie mam co robić.) Post pisałam bardziej z myślą o tych, którzy nie interesują się tak bardzo historią mody, ale nierzadko biorą udział w przebieranych zabawach.


I've been wondering recently what makes a costume look BAD. Historical clothing is a bunch of complicated and messy stuff, and lot's of people that are not into the fashion history may get lost easily. They rent their costumes from a costume rental, buy them online or do their best to sew them - still, it looks just not right and so different from what actresses in all those costume movies wear. Sometimes I feel that people in Poland are not really doing their best when it comes to historical clothing. You can clearly see that they try, but it just doesn't work. Why? Here are some hints.


A nurtujące nas pytanie brzmi: DLACZEGO TO NIE WYGLĄDA DOBRZE?

Wymyśliliście świetny, historyczny kostium, który ma wywołać zazdrość u pozostałych uczestników eventu. Skompletowaliście wszystko dokładnie i zakupiliście/wypożyczyliście/uszyliście strój. Pełni nadziei w końcu go przymierzacie - i nie jest źle, ale wciąż wyglądacie bardziej jak przedszkolak na balu karnawałowym, niż te wszystkie aktorki w filmach i panie na obrazach. Co jest nie tak?

1. NIE MACIE GORSETU. / NO CORSET



Niestety, bez gorsetu lub choć jego marnej imitacji nigdy nie uzyskacie sylwetki z epoki, w którą próbujecie trafić. Brak gorsetu widać jak na dłoni z odległości kilometra. Materiał marszczy się, zwisa lub zwyczajnie jest luźny jak wszystkie współczesne ubrania. Gorset sprawia, że nasz tors zdaje się być wystrugany z drewna - więc i wszystko, co na siebie zakładamy, wygląda, jakby zostało naciągnięte na coś sztywnego. To mniej więcej taka różnica, jak między koszulką ze sklepu, którą otrzymujemy z wetkniętym do środka kartonem, a koszulką wyjętą z prania.

Gorset nie musi wcale cię ściskać, żeby pomóc uzyskać sylwetkę. Prawda jest taka, że większość kostiumerek nie używa mocno modelujących gorsetów, bo choć dobrze wypadają w sesjach zdjęciowych, w praktyce po prostu przeszkadzają w różnego rodzaju spotkaniach czy balach. Chodzi o sam fakt posiadania czegoś sztywnego pod spodem. Podejrzewam, że gdyby ktoś spróbował zamiast osiemnastowiecznych stays owinąć się kawałkiem tektury, suknia układała by się mniej więcej podobnie.


Sadly, it's almost impossible to get a proper silhouette without a corset. You can guess the lack of the corset from a distance - the fabric is folding or is basically loose and wrinkled as the modern clothes are. Corset makes your torso look as if it's a wooden block - thus all we put on looks as if pulled on a wooden block. It's like when you buy a t-shirt and there is a piece of cardboard in it - it looks completely different from when you take it out of your closet.

It doesn't really have to squeeze you to help. The truth is a lot of costumers are not using those hardcore waist cinching corsets. They use the corsets more to achieve the look they need, than to reduce their waists drastically. 



2. NIE MACIE NIC POD SUKNIĄ. / NOTHING UNDERNEATH
(bez skojarzeń)




Sama suknia nie wystarczy. Naprawdę. Zwisająca smętnie robe a la francaise nie zrobi na nikim wrażenia.  Jeśli potrzebujecie stroju na jedno wydarzenie i nie macie czasu bawić się w robienie/szukanie halek, załóżcie pod spód parę dłuższych spódnic. Zastanówcie się też, czy okres, który imituje wasze przebranie, nie wymaga czegoś specjalnego. Przez większość epok kobiety w jakiś sposób uwydatniały pośladki - może warto przyszyć do małego jaśka sznurek i chociaż spróbować, jaki efekt daje przymocowany do bioder? Wydaje się to głupie, ale dzięki temu suknia podniesie się, a talia optycznie zwęzi.


The dress itself won't do. Robe a la francaise won't impress anyone when hanging loosely on your body. If your costume is for one night only, try putting a few long skirts underneath instead of petticoats. Also, make sure the period you're recreating doesn't require anything special. For most decades/even centuries women used to emphasize their backs. Why don't you take a small pillow, sew two pieces of ribbon and see how it looks attached to your bum? Seems stupid, but believe me, it's worth it - the skirt of the dress will gain some fullness (and so will you bum), and your waist will look smaller.


3. MACIE ZA DUŻO POD SUKNIĄ. / TOO MUCH UNDERNEATH
(znów bez skojarzeń)




Błąd nr 1 - krynolina pod suknią osiemnastowieczną. Krynolinę opatentowano w 1856 roku, i, chociaż niektóre rokokowe stelaże mocno ją przypominają, jest jednak zasadnicza różnica - krynolina ma kształt koła, zaś panier (właśnie stelaż osiemnastowieczny) akcentuje głównie boki. Znów - jeśli nie masz czasu myśleć nad stelażem, a czujesz, że twoja suknia czegoś takiego wymaga, może spróbuj patentu z poduszkami - tym razem po jednej z każdego boku.

Poza tym: uważaj na dwukołowe krynoliny! A już zwłaszcza te (o zgrozo, naprawdę nie wierzę, że one istnieją), gdzie górne koło jest większe od dolnego.


My no 1 favorite mistake - 18th century dress + a crinoline. True, a lot of 18th century panniers do indeed look like crinolines - still, the crinolines are round and full on both sides as well as the front and the back, while panniers are more about putting an accent on the sides only. Again - if you're not able to figure out the panniers, try the pillow trick - this time on either side of your hips.

And BEWARE of two-hoops crinolines! I noticed those little monsters are common when it comes to recreating 18th century. Especially those where the upper hoop is actually bigger than the lower one (huh?? I don't even...)



4. SUKNIA JEST Z TANDETNEGO MATERIAŁU. / THE FABRIC LOOKS CHEAP




Trudno opisać, jaki materiał jest dobry, a jaki zły. W każdej epoce sprawdza się inny, ale jedno jest pewne - najlepiej z umiarem. Trzeba uważać, żeby się za bardzo nie błyszczał, nie był zbyt kolorowy, za gruby ani za cienki. Bądźcie też ostrożni z łączniem ze sobą zbyt mocnych kolorów i upewnijcie się, że znano je i używano w epoce, którą odtwarzacie. Osobiście jestem też wielką przeciwniczką mocno połyskującej satyny, która kojarzyła mi się właśnie z tanimi przebraniami z wypożyczalni. Oczywiście są stroje, gdzie i ona pasuje.


Hard to say what makes a fabric look right and what makes us feel it's just not the right choice for a particular era. The only rule that might help a bit is "moderately, please". Make sure the fabric is not too shiny, not too thick, not too thin, and the color not too intensive. Be careful when matching a couple of strong colors together and make sure the shades you're using were already known during the era you're recreating. I'm also not a very big fan of extremely shiny satines. They often provide this "cheap" and "just-bought-it-on-ebay" feel.


5. DOBRALIŚCIE NIEWŁAŚCIWE DODATKI. / WRONG ACCESORIES




Jeśli spod sukni wystają buty, upewnijcie się, że to są dobre buty, a nie buty, które kojarzą wam się z czymś historycznym. Łatwiej oczywiście, gdy suknia jest długa i po prostu je zakrywa. Poza tym pamiętajcie o dodatkach. Damy w poprzednich epokach nie ubierały po prostu sukni. Zawsze miały ze sobą milion dodatkowych rzeczy, jak szale, kapelusze i inne akcesoria/nakrycia głowy (!), rękawiczki, wachlarze, torebki. Można też zepsuć dobre wrażenie dziwaczną współczesną biżuterią lub fryzurą, bo...


If the shoes are going to be seen, make sure they are the right shoes, not those that "you think might look quite historical". Of course it's easier when the dress is long enough, so the shoes don't show either way. Remember that ladies in the previous eras had a lot of additional stuff with them. Dress itself is not enough. Think about shawls, hat & hair pieces, gloves, fans and bags. Still, you can always spoil the good look with some odd jewelry or...


6. FRYZURA NIE TA. / WRONG HAIRSTYLE




W każdej epoce możemy wyszczególnić wiele modnych wówczas fryzur, jest jednak kilka bezpiecznych typów, których powinno się trzymać dla uzyskania dobrego efektu. I tak - włosy lepiej zawsze upiąć. Jeśli mowa o dziewiętnastym wieku, od jego początku i koka niemal na czubku głowy stopniowo przechodzimy do coraz niższych upięć (w 1860 kok ląduje już u nasady szyi). Potem, w latach 70., włosy z tyłu co prawda wyswobadzają się, nadal jednak nie nosimy ich całkowicie rozpuszczonych.

Z rokokowymi perukami również należy uważać. Jeśli peruka błyszczy się, jest śnieżnobiała i groteskowo wysoka, nie jest to najlepszy wybór. Lepiej zakręcić włosy w loki, odrobinkę je natapirować i podpiąć, a w przypadku wcześniejszych dekad wystarczy fryzura z pasmami lekko natapirowanymi nad czołem i gładko zaczesanymi do tyłu.



Every era has a couple of typical hairstyles, that aren't as hard to make as it seems. It's always safer to try the ones that are very characteristical and commonly known. So - it's basically best to keep your hair in a some kind of updo. During the 19th century the bun gradually moved down till it ended up on the ladies neck in 1860. Then the back of the hair is getting loose, but still, don't let your hair down completely.

Also, be careful about those rococo wigs. It's one of the most common ways of spoiling the outfit. If the wig is perfectly white, shiny and taaaall, it's probably not the best choice. How about just curling your hair and pinning the up a bit to get the hedgehog look? Or try the simple pompadour updo with a couple of feathers in your hair.



7. PO PROSTU CI NIE PASUJE. / IT JUST DOESN'T SUIT YOU




Niestety, jest i taka ewentualność. Ja dawno pogodziłam się z faktem, że nie w każdej epoce i fasonie mi do twarzy. To trochę tak jak z współczesnymi trendami. Niektóre kobiety noszą obcisłe spodnie, chociaż nie dodaje im to zbyt wiele uroku. Wtedy również ludzie nie mieli zbyt wielkiego wyboru - ale my teraz mamy... Oczywiście nie oznacza to, że masz znienawidzić ukochaną epokę i przestać uczęszczać na tematyczne spotkania tylko dlatego, że nie wyglądasz dobrze w regencyjnej sukience. Poszukaj innych fasonów, zdobień, zastanów się, co i jak można ukryć, a co wyeksponować.


Sadly, we're all ordinary human beings with our ordinary bodies - we can't expect too look good in every silhouette, every era. Of course it doesn't mean you should stop dreaming about your perfect dress or attending those gorgeous regency balls. Try other patterns, other stylings and decorations, think of what could be hidden and what should be emphasized.

sobota, 23 listopada 2013

zdjęcie na konkurs american duchess / my american duchess contest entry

Wczorajszy dzień zaczął się leniwie jak zwykle, dopóki doszły do mnie wieści o konkursie American Duchess. Postanowiłam wykorzystać to jako pretekst do skończenia mojej czarnej, wiktoriańskiej sukni (~1845-49). Sukni nie skończyłam, a zdjęcia już są - cóż, bywa, zwłaszcza w moim przypadku. Niestety wymyślona przez mnie koncepcja kompletnie nie zgrała się z naturą stroju. Zapamiętajcie - coś z czarnego materiału nigdy nie będzie prezentować się efektownie w świetle świec...

Moja wczesnowiktoriańska kiecka vol. 2 zbudowana jest (będzie) następująco: 

- stanik sukni dopasowany dzięki zaszewkom (darts) z przodu
- góra stanika... hm... nie wiem jak to nazwać, w każdym razie na dzień dzisiejszy jest dość "napompowana"
- a powyżej, przy dekolcie - berta, czyli charakterystyczna dla tego okresu ozdoba. Ja wybrałam plisowaną, która zawsze wydawała mi się szalenie skomplikowana, dopóki nie odkryłam, jak właściwie powstaje. To po prostu rząd plisowanych paseczków przyszytych do "bazy".
- poza tym, nauczyłam się wreszcie wykańczać sznurkiem. Nie mam pojęcia, jak to się profesjonalnie nazywa, po angielsku to piping. Właśnie tym pipingiem wykończyłam krawędź berty i dół stanika, w planie jeszcze rękawy. Po przeglądnięciu zdjęć/egzemplarzy z okresu doszłam do wniosku, że w latach 40. mieli fioła na punkcie tych sznurkowych wykończeń.
- spódnica - najczęściej krojono ją z jednego kawałka i drobno marszczono lub plisowano. Ja zrobiłam taki mix - z przodu plisy, z tyłu gathering. Później odkryłam, że chyba w ten sposób wygląda suknia ślubna Jane Eyre. Przypadek?

Do zdjęć skombinowałam też mitenki (mojej siostry, z diamencikami - przewrócone na lewą stronę), sztuczne rękawki z mojego innego zestawu, futrzany kołnierz i wykonany naprędce kartonowy bonnet, który będę jeszcze ulepszać.



As soon as I found out about American Duchess' contest I knew it's a perfect opportunity to get my early Victorian black-but-not-mourning dress completed. I obviously didn't do that, still the photo is already uploaded to the Facebook page. How I wish it worked like that in real life - "what's unseen may be omitted".

The bodice is darted in front and a bit loose in the upper part; then, there comes the pleated bertha. It was my first attempt on it and I'm quite pleased with how it turned out. The same with the piping, which was the first time for me as well. I made a discovery recently - 1840's people LOVED piping. Literally. I'm suprised each pleat of the bertha is left as it is, not piped.


The skirt is half-pleated, half-gathered into cartridge pleats. I'm not sure if I figured it out correctly. Cartridge pleats still seem complicated to me and I'm not quite certain of how I attached them to the waistband/bodice. 


The whole outfit contains of the dress, a pair of mittens stolen from my sister's wardrobe, false sleeves I made about a year ago, fur collar and a messy bonnet I made in a hurry. Since it's impossible to get wired buckram here (I still have no idea what's the Polish name for it, can you imagine?), the base is made of cardboard. Not a very good choice for a winter outfit.



Pierwsza wersja - z kocykiem na ramionach. Myślałam, że będzie przytulnie, wyszło babciowato. / This was supposed to look comfy, but it didn't take long till I realised it's more granny-like.

Rekwizyty! / Props!

Drugie podejście. / Second attempt.



Tata wykorzystuje chwilę nieuwagi... / My dad trying to be funny...

Z chęcią podzieliłabym się z wami końcowym efektem, ale blogger odmawia współpracy. Macie może pomysł, dlaczego zdjęcie, które wszędzie indziej wyświetla się normalnie, tutaj jest prześwietlone, szare i całe w ohydnym szumie? Nie? Ja też. 


I would love to show you the final effect, but unfortunately blogger tends to do something rather odious with the photo, so it ends up looking crappy (see how crappy pictures above are? Well, it's like 1000x more crappy. It really is. Hopefully Facebook will get it right.)

poniedziałek, 18 listopada 2013

szalona gliwicka niedziela / crazy sunday in gliwice

Wstałam rano i pomyślałam sobie: "Nie ma takiej siły, która zmusiłaby mnie jechać dzisiaj do tych Gliwic." Przestawiłam budzik i dziesięć minut później zerwałam się z łóżka pełna entuzjazmu. Hm... Nie wnikam, jak to się stało. Za to dobrze, że się stało, bo było prze-prze-sympatycznie!

Dla przypomnienia: wybrałam się w niedzielę wraz z Fobmroweczką, Porcelaną, Edzią i dwoma dziewczynami niekrynolinowymi (acz równie sympatycznymi i świrniętymi na punkcie kostiumów!) do Zamku Piastowskiego w Gliwicach na "przedpremierę" wystawy "Nowiny Paryzkie" (kulisy jej powstawania możecie oglądać tutaj).

Dopiero kiedy wróciłam do domu, zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę w niczym nie pomogłam twórczyni wystawy, a przecież między innymi po to tam się wybrałam! Czas tak szybko minął na radosnych pogaduchach, szalonych eksperymentach "modowych", podziwianiu akcesoriów, gramoleniu się po schodach na sale wystawowe, żeby zrobić sobie zdjęcia, a przed wszystkim - przymierzaniu, przymierzaniu i jeszcze raz przymierzaniu!

Ale o tym za chwilę, najpierw o samej wystawie (w wersji beta). Będzie można na niej oglądać autentyczne dziewiętnastowieczne suknie i ich współczesne rekonstrukcje, pokazujące, z czym to się jadło. Z tych współczesnych, czyli wykonanych przez kuratorkę wystawy, spodobała mi się falbaniasta halka, która przekonała mnie, że absolutnie muszę sprawić sobie taką pod krynolinę. Ponadto pokochałam błękitną princeskę (suknia szyta specjalnymi szwami bez podziału na spódnicę i górę - przyp. tłumacza) - baardzo kojarzyła mi się z tym okazem z obrazu Renoira. No i absolutnie muszę sprawić sobie suknię z tiurniurą. Jest o wiele bardziej wygodna od krynoliny, a niemal tak samo efektowna (trzeba tylko pamiętać, że zachodzi na skrętach, haha).

Resztę chyba dopowiedzą zdjęcia!


Today I had the chance to visit Zamek Piastowski museum in Gliwice. We (FobmroweczkaPorcelanaEdzia, two other costume-loving girls and I) went there to see the almost-finished exhibition of 19th century clothes (the ones we've seen and tried on were reconstructions sewn by the creator of the exhibition). 

We spent most of the time giggling, talking, taking photos and figuring out how to put the dresses on. Crinoline and the trained dresses were obviously the hardest to move in. I was feeling quite insecure while trying to walk upstairs in one of those. Luckily nothing got destroyed. Well, I hope so.


The dresses I liked the most was blue princess dress and the bustle one, with a changeable bodice and attached train. I'm also in love with that ruffled crinoline petticoat and considering sewing one myself. Duh! So much to do, so little time!


Our meeting was lovely and full of funny incidents. I haven't laughed this hard for a long time!


Now let's see the photos, shall we?












Dyg! / A lady-like bow!



Fobmroweczka w swoim żywiole!


Wiem, wiem...  / I know... :OOOOABSWGRISUEFFHENSUIFGSFUIGSEFFIAGI

Modowe eksperymenty. Zwróćcie uwagę na gorset fantazyjnie opuszczony na biodra.
/ Fashion experiments. A completely new way to wear a corset - get an oversized one and let it slip a little.

Porcelanie naprawdę do twarzy w krynolinie!! / Looks like crinoline had been invented especially for Porcelana!


Modlitewnik z 1889 (chyba) roku. Cudo! / Porcelana holding a lovely 1889 (?) prayerbook. 

Sssh!

Hmm... 

Justynie z kolei bardzo do twarzy w tiurniurze! ;) / Justyna looked quite lovely in a bustle dress!

Tren / train...


I jeszcze jedno podejście do tiurniury w wykonaniu Kasi :) Z wypiętym kuperkiem zawsze najlepiej!
/ Kasia also tried a bustle dress on. She rocked it with her sassy Gibson Girl-like pose!


Dziewka kuchenna! W smerfowej czapce. Nici z udawania dziewczyny z obrazów Vermeera. / Me as a kitchen maid. I thought the cape was quite cool, until I saw the pics and realised I actually look more like a Smurf than a girl from Vermeer's paintings.

Koniec! 

Dziękuję serdecznie muzeum Zamek Piastowski w Gliwicach za uprzejme i ciepłe przyjęcie tylu wariatek w swoje skromne progi i Joasi Puchalik, kuratorce wystawy, za zaproszenie i ugoszczenie :)

Serdecznie zachęcam do odwiedzenia wystawy, kiedy będzie już oficjalnie otwarta, i do udziału w następnych eventach organizowanych przez Krynolinę! ;)

poniedziałek, 11 listopada 2013

parkowe przedpołudnie w krynolinie / lovely morning in my crinoline dress

Kiedy zaczynałam przygodę z kostiumami, zawsze zazdrościłam zagranicznym blogerkom tej społeczności, którą tworzą. Hobby praktykowane samemu przynosi o wiele mniej radości niż to, które dzielimy z kimś jeszcze. Dlatego mam coraz więcej pomysłów na ożywienie naszej małej (jeszcze!) kostiumowej grupki. 

Jeden z nich przyszedł mi do głowy, kiedy zobaczyłam pierwsze zdjęcie nowej sukni Ms Nelly. Co za radość, kiedy udaje się trafić na podobny okres historyczny! Po prostu musiałyśmy z tego skorzystać. 

Dotoczyłyśmy się więc do parku im. Bednarskiego z siatą pełną rekwizytów i spędziłyśmy razem z fotografką, której inne prace możecie oglądać tutaj, przemiłe wtorkowe przedpołudnie. A oto jego efekty!


It's rather unlikely to find a fellow costumer with a dress similar to the one you have (at least here, in Poland). That's why as soon as I first saw Ms Nelly's dress I knew we had to have a photoshoot together! So here it is. You can check out some of the photographer's works here.


Cudna suknia Nelly! Pokochałam grecki klucz! No i piękny bonnet, który świetnie współgrał z całością. / Nelly's lovely dress paired with a cute bonnet.














Końcowe wnioski? Nie przepadam za tą fryzurą, jest niezbyt twarzowa. Ale jak najbardziej przepadam za podobnymi spotkaniami, rozmówkami o szyciu, radzeniem sobie z krynoliną i uwagami przechodniów, wylegiwaniem się w delikatnym słońcu przy akompaniamencie migawki.


That's it! I had so much fun I wished something like that happened at least once a week. I felt just so unique and comfy at the same time, walking around the park with my corset and crinoline on and chatting freely.